niedziela, 25 września 2011

Czym dla mnie jest sztuka?


Andrzej S. Grabowski, przygotowując siódme spotkanie z cyklu „Zmysły sztuki”, zapytał Grzegorza Morycińskiego i dr Łukasza Kossowskiego, czym jest dla nich sztuka?
Grzegorz Moryciński: Malarstwo jest dla mnie formą najbardziej intymniej ludzkiej „komunikacji”, formą idącą obok poezji i muzyki. Poszukuję swego maksymalnego osobistego stosunku do świata innych. Próby wtrącenia malarstwa w „dekoracyjność” lub negowanie jego powagi i ważności godzą bezpośrednio w wieloznaczność i zawiłość psychicznego świata człowieka. Dziś, kiedy dąży się do nazwania wszystkiego, gdy środki masowego przekazu wtłaczają w ludzi lekkostrawną kulturalną „papkę” malarstwo może być czynnikiem intrygującej wieloznaczności i powagi. Chcę przekazać komuś innemu cząstkę swego intymnego „ja” w sensie odczuć, myśli i refleksji, cząstkę swego niepowtarzalnego psychicznego układu.
Dr Łukasz Kossowski: To skrajnie indywidualny i osobisty sposób poznawania świata, podstawowe medium jego rzeczywistego dostrzeżenia. To często modlitewna kontemplacja natury i jej trwania. To rozmowa z artystami żyjącymi i tymi, którzy już odeszli, a zarazem rozmowa z samym sobą o kwestiach zasadniczych: Bogu, miłości, życiu i śmierci. Wreszcie, to jedyne realnie istniejące, niekonfrontacyjne pole dialogu między odmiennymi światopoglądami, kulturami, religiami.
Aby przybliżyć Państwu sylwetki naszych gości, poniżej zamieszczam krótkie noty biograficzne. Więcej o artystach dowiemy się już 20 października.

Grzegorz Moryciński urodził się 7 listopada 1936 r. w Augustowie. W latach 1941-1946 zesłany z matką i babką na Syberię.
Ukończył studia na Wydziale Malarstwa ASP w Warszawie. Dyplom z wyróżnieniem rektorskim uzyskał w 1962 r. w pracowni prof. Artura Nachta -Samborskiego. Po ukończeniu studiów odbywał liczne podróże artystyczne do Paryża, Londynu, Włoch, Szwecji, Niemiec, Australii. W latach 1977-1980 pracuje społecznie w ZPAP. W 1969 r. otrzymuje stypendium Rządu Włoskiego.
Na koncie ma wystawy indywidualne w głównych ośrodkach kulturalnych kraju, a także zagranicą: Londyn, Düsseldorf, Rzym, Bruksela, Melburne.
Laureat licznych nagród i wyróżnień za twórczość: m.in. w Ogólnopolskim Konkursie im. Jana Spychalskiego w 1973 i 1977 r.; nagroda Komitetu Kultury Niezależnej NSZZ „Solidarność” za całokształt twórczości – 1988 r.; stypendium artystyczne Amerykańskiej Fundacji Pollock - Krasner – 1993 r.; nagroda specjalna Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego – 2006 r.
Członek zwyczajny ZPAP, członek zwyczajny Stowarzyszenia Autorów ZAiKS.
Prace artysty znajdują się w licznych kolekcjach muzealnych: Muzea Narodowe w Warszawie, Krakowie i Szczecinie, Muzeum Sztuki Współczesnej w Radomiu, Muzeum Archidiecezjalne w Warszawie, a także w wielu kolekcjach prywatnych w kraju i zagranicą, m.in. w Austrii, Anglii, Niemczech, Francji, Belgii, Holandii, Szwecji, Hiszpanii, Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej, Wenezueli i Kanadzie.
Srebrna odznaka Stowarzyszenia ZAiKS 2008. Nominacja do Nagrody Samorządu Województwa Mazowieckiego im. Cypriana Kamila Norwida 2009. Srebrny medal „Gloria Artis” Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego 2009.

Dr Łukasz Kossowski jest kuratorem Działu sztuki warszawskiego Muzeum Literatury. Tytuł doktora Nauk Humanistycznych w zakresie nauk o sztuce uzyskał w Instytucie Sztuki Polskiej Akademii Nauk w Warszawie. Jest stypendystą The British Council i Fundacji im. Lanckorońskich. Pełnił też funkcję doradcy American Center for Polish Culture w Waszyngtonie.
Jeszcze jako student KUL podjął temat wpływu sztuki japońskiej na sztukę polską, który następnie rozwinął w wystawach: „Inspiracje sztuką Japonii w malarstwie i grafice polskich modernistów” (Kielce – Kraków, 1981), „Polska – Japonia, 1919 – 1999” (Hillside Forum, Tokio, Amenity Park, Osaka, Muzeum Literatury w Warszawie, Centrum Sztuki i Techniki Japońskiej „Manggha”, 2000).
Fascynacja sztuką przełomu XIX i XX wieku zaowocowała wystawami  „Pejzaże Wojciecha Weissa” (Muzeum Narodowe w Kielcach, Muzeum Narodowe w  Krakowie, 1985),  „Totenmesse. Munch. Weiss. Przybyszewski” (Muzeum Literatury w Warszawie, 1995, Munch - museet, Oslo, 1996), „Koniec wieku. Sztuka polskiego modernizmu 1890 – 1914” (Muzeum Narodowe w Warszawie, Muzeum Narodowe w Krakowie, 1997),  „Młoda Polska. Słowa. Obrazy. Przestrzenie” (Muzeum Literatury w Warszawie, Muzeum Tatrzańskie im. Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem, 2008). Prace nad sztuką polskiego modernizmu zwieńczył napisaną wspólnie z żoną – prof. Ireną Kossowską książką „ Symbolizm. Młoda Polska” (Arkady, 2010).
Urzeczenie polskim romantyzmem znalazło wyraz we współautorstwie scenariusza wystawy stałej Adama Mickiewicza w Muzeum Literatury (1998) i przygotowaniu ekspozycji „Cyprian Norwid. Prorok niechciany” (tamże, 2001)
Twórczość Brunona Schulza propagował wystawami prezentowanymi w Warszawie, Lublinie, Londynie, Brukseli, Darmstacie, Genui, Trieście, Istambule, Paryżu i Madrycie, a dziedzictwo kulturowe polskiej emigracji przedstawił na ekspozycji „Skarby kultury polskiej ze zbiorów Biblioteki Polskiej w Paryżu” (Muzeum Literatury w Warszawie, Muzeum Narodowe w Krakowie, 2004).
Temat relacji między sztuką a systemem totalitarnym podjął w ekspozycjach „Jan Lebenstein. Demony” (Muzeum Literatury w Warszawie, Muzeum Lubelskie w Lublinie, Muzeum Narodowe w Poznaniu, Muzeum Narodowe w Szczecinie, 2005) i „Cudowne lata. Muzyka. Poezja. Malarstwo. Lata 70., 80.” (Muzeum Literatury w Warszawie,2009, Muzeum Miasta Gdyni, 2010 Miejska Galeria Sztuki w Zakopanem, 2011). W warszawskim Muzeum Literatury przygotował też wystawę rysunków Grzegorza Morycińskiego ( „Grzegorz Moryciński. Rysunki”, 2001).
Jest też autorem ekspozycji o tematyce religijnej, w tym wystawy „Spieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą. Wiersze ks. Jana Twardowskiego” i wystawy „Wielki Tydzień. Męka, Śmierć i Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa w sztuce polskiej XIX i XX wieku” (Muzeum Literatury 1999, 2003).

niedziela, 18 września 2011

Siódme spotkanie z cyklu "Zmysły Sztuki" już wkrótce.


20 października br., po wakacyjnej przerwie, spotkamy się w Królewskiej Cukierni w Wilanowie na siódmym spotkaniu z cyklu "Zmysły Szuki". Naszymi gośćmi będą Grzegorz Moryciński, artysta malarz a także poeta, dr Łukasz Kossowski krytyk sztuki oraz Marcin Mastalerz aktor.

Będziemy mogli podziwiać obrazy oraz zapytać artystę malarza o to jak powstają i dlaczego. Dowiemy się, jak krytyk podchodzi do dzieła sztuki. Posłuchamy także wierszy autorstwa Grzegorza Morycińskiego w interpretacji Marcina Mastalerza.
Oto jeden z utworów z tomiku "Pożegnanie wiatru":

KONESERZY
Przychodzą
Patrzą
Z daleka i bliska
A przepaść milczenia
Drobiny sekund
W minuty przemienia
Cezurę na domysły
Jakie padnie słowo?

Najczęściej zdawkowo
Komplementami sypną
Rytuał podziękować każe
Poczęstować herbatą
Gdy wyjdą - odetchnąć

Wiedząc - głupstwa wszelkie

Szorstkość pędzla zamaże

niedziela, 14 sierpnia 2011

Film z szóstego spotkania z cyklu "Zmysły Sztuki"


Zapraszam do obejrzenia krótkiego filmu, doskonale oddającego gorącą atmosferę ostatniego spotkania z cyklu "Zmysły Szuki": 


poniedziałek, 25 lipca 2011

Szóste "Zmysły Sztuki" utrwaliła na fotografiach Ania Pszonka


Zanim pojawi się film, zapraszam do obejrzenia zdjęć z szóstych "Zmysłów Sztuki". Ich autorka - Ania Pszonka - starała się utrwalić atmosferę i odnoszę wrażenie, że całkiem nieźle jej się to udało. Aniu, dziękujemy.
Natalia Ruszkowska de Fernandez i Mateusz Wołk-Łaniewski podczas wykonywania jednego z niezapomnianych utworów.
Natalia Ruszkowska de Fernandez, a w tle obrazy Roberta Żybury, które można oglądać w Królewskiej Cukierni Wilanowskiej do 28 sierpnia 2011 roku. 
Andrzej S. Grabowski, twórca i kurator cyklu "Zmysły Sztuki", wita gości. Po lewej stronie, przy kominku, siedzi Robert Żybura a obok niego Natalia i  Mateusz.

A oto goście zasłuchani albo w wypowiedzi artystów, albo w muzykę. W tle obrazy Robeta Żybury.


Na szóstych "Zmysłach Sztuki" mieliśmy przyjemność gościć m.in. panią Elżbietę Dzikowską (pierwsza z lewej). Ja również zostałam utrwalona na fotografii (w niebiesko-białej apaszce), a obok mnie Olga Kisiel-Konopka z czasopisma "Weranda" (pierwsza z prawej). W kieliszku złoci się Furmint.

I na zakończenie oczywiście deser, czyli "Pomarańczowe tango". Przyjemność dla oczu, rozkosz dla podniebienia...

poniedziałek, 18 lipca 2011

Relacja z szóstego spotkania z cyklu "Zmysły Sztuki"


Atmosfera szóstego spotkania z cyklu „Zmysły sztuki” była gorąca nie tylko z powodu lipcowego upału, ale także dzięki artystom – Natalii Ruszkowskiej de Fernandez Robertowi Żyburze, oraz gościom, których pojawia się na kolejnych spotkaniach coraz więcej i więcej, że aż trudno jest nam wszystkim pomieścić się w nastrojowym wnętrzu Królewskiej Cukierni Wilanowskiej.
Natalia z towarzyszeniem Mateusza Wołk-Łaniewskiego powitała gości tangiem „Por una cabeza”, skomponowanym w 1935 roku przez Carlosa Gardela, a znanym z filmu „Zapach kobiety” (1992 r., reż. Martin Brest). Ciepłe, głębokie brzmienie altówki z towarzyszeniem gitary sprawiło, że oczami wyobraźni zobaczyłam Ala Pacino i Gabrielle Anwar tańczących zmysłowo właśnie to tango.
W związku z tym, że cykl nazywa się „Zmysły sztuki”, to tak jak zawsze uruchomiliśmy je właściwie wszystkie.
Zmysł wzroku: Na ścianach Cukierni (www.cukierniawilanow.pl) można podziwiać obrazy artysty malarza Roberta Żybury (www.zybura.art.pl). Od najmłodszych lat zawsze ciągnęło go do malowania, do zabawy z farbą i tak to trwa do dziś. Musi malować. Źródłem inspiracji jest dla niego miasto. Na pytanie: „Gdzie jest to miasto w Pana obrazach?!” Powiedział: „Wszędzie”. Działa na niego to, co dzieje się na płotach, na murach, plakaty naklejane jedne na drugie, odpadające, odklejające się elementy. Eksperymentowanie z fakturą nie wynika z dawnej fascynacji rzeźbą, ale z zainteresowania tym, co dzieje się wokół niego. Jako notatnik-szkicownik służy mu aparat. Na studiach miał szczęście, bo profesor Wanda Gołkowska dawała dużą swobodę wypowiedzi malarskiej. Potrafiła doradzić, pchnąć w odpowiednią stronę. W jego obrazach, prezentowanych w Cukierni, przewija się motyw kółka i krzyżyka, którego źródło tkwi w dzieciństwie, w zabawie wówczas bardzo popularnej, bo niewymagającej wiele.  Drugi temat to antyk, który fascynuje Roberta, bo ma swoją historię. Kolejny to ludzie w przestrzeni miejskiej – dziewczyna z rowerem, inna z psem, osoby rozmawiające przez telefon. Z jednej strony abstrakcja, z drugiej rysunek – szeroki wachlarz wypowiedzi, różny sposób traktowania materii. Padło także pytanie: „Czy przystępując do malowania, ma pan wizję ostatecznej formy?”. Robert odpowiedział z uśmiechem, że czasem widzi zarys, ale ma kolegę, który nie tylko widzi gotowy obraz, ale i klientaJ Robert z obrazami rozstaje się ciężko.
Zmysł słuchu: Po pierwszym tangu, pomiędzy kolejnymi pytaniami i odpowiedziami, usłyszeliśmy romantyczne „Besame mucho”, które napisała w wieku 16 lat Consuelo Velázquez, meksykańska autorka tekstów i pianistka (http://en.wikipedia.org/wiki/Consuelo_Velázquez). Był to jedyny nie argentyński utwór tego wieczoru zagrany przez Natalię. Później usłyszeliśmy kolejne tango - „Oblivion” (Zapomnienie) Astora Piazzolli (http://pl.wikipedia.org/wiki/Astor_Piazzolla), które pojawiło się, jako ścieżka dźwiękowa w filmie „Henryk IV” z Marcello Mastroiannim w roli tytułowej i Claudią Cardinale. Dźwięki kolejnego utworu pt. „Libertango” jeszcze długo po spotkaniu brzmiały w mojej głowie, a po powrocie do domu odszukałam płytę Piazzolli, żeby posłuchać jak on to grał. Mateusz wykonał solo na gitarze stary irlandzki utwór anonimowego autora, a wcześniej opowiedział o tym, jak zaczął muzyczną przygodę od pianina, przez marzenia o bluesie, w końcu - dzięki wsparciu brata i warunkom, które postawił mu tata - zaczął grać na gitarze.
Natalia swoją muzyczną drogę rozpoczęła niezwykle wcześnie, jak to często dzieje się w rodzinach, w których rodzice są muzykami. W jej przypadku tata postanowił, że jego córka będzie grać. Początkowo wybrano dla niej skrzypce, ale przez zdaniem na studia porzuciła je, gdyż oczarowało ją miękkie, głębokie brzmienie altówki. Część „zmysłowa” historii Natalii to Meksyk, gdzie mieszka od pięciu lat, gdzie poznała swojego męża i gdzie zafascynowała się tangiem. Tam właśnie chce otworzyć polską restaurację. Jednak zamiast mówić więcej o sobie, wolała grać i opowiadać o utworach, które wykonuje.
Zmysł smaku i zapachu: Tym razem nie tylko mogliśmy posmakować wyśmienitego węgrzyna, ale także dowiedzieć się więcej o winach z Węgier, a także o tym, dlaczego w takim miejscu jak Pałac w Wilanowie rozmawiamy właśnie o tych, a nie innych winach. Jerzy Sztyler, właściciel Galerii (www.sztyler.pl) oraz Winiarni "Lippóczy Pince" w Tarnowie, marszand Roberta Żybury, znawca win tokajskich i wspaniały gawędziarz, przeniósł nas do XVII wieku. Nawiązał do powrotu Jana III Sobieskiego z wyprawy pod Wiedniem, kiedy to tokajscy winiarze obawiali się spustoszenia piwnic przez polskich wojaków. Szczęśliwie Sobieski zapobiegł załamaniu rynku winiarskiego, wysłał umyślnego, aby zakupił wina dla bohaterów wyprawyJDowiedzieliśmy się, że od XVIII wieku przywożono z Węgier do Polski sam moszcz, z którego już na terenie naszego kraju powstawało wino, stąd nazwa „samorodny” – „wino urodzone na Węgrzech, a wychowane w Polsce”. Nie zapisałam, jak to zdanie brzmi po węgiersku, bo to nie jest najłatwiejszy język… Zresztą nawet słowo „wino”, które w różnych językach brzmi podobnie, bo po angielsku „wine”, po hiszpańsku i po włosku „vino”, po niemiecku „Wein”, po francusku „le vin”, nawet po rosyjsku brzmi to jak nasze wino, po węgiersku nazywa się zupełnie inaczej - „bor”.  Kolejny etap w historii węgierskich win w Polsce to rok 1929, kiedy to rodzina Lippóczy przyjechała właśnie do Polski w poszukiwaniu piwnic, które miałyby podobne warunki do składowania win do panujących w piwnicach węgierskich. Przypadkowo znaleźli się w Tarnowie, gdzie natrafili na takie, które im odpowiadały i założyli skład win węgierskich. Pierwsze wina, jakie rozprowadzali to Aszu i półsłodkie wina typu Furmint i Szamorodny. Wina były przywożone pociągiem do stacji Tarnów, następnie beczkami do piwnic, gdzie były składowane i dojrzewały w ogromnych kadziach. Obecnie Jerzy Sztyler przywrócił tradycję win węgierskich i prowadzi Winiarnię właśnie w tych piwnicach, które kiedyś tak spodobały się rodzinie Lippóczy.
Jerzy opisywał smaki kolejnych prezentowanych win, które następnie można było degustować. Sprawdzając barwę wina, jego zapach, a następnie smak uruchomiliśmy kolejne zmysły.
Ale to jeszcze nie koniec zmysłowych doznań. Zgodnie z tradycją spotkanie zostało ukoronowane ciastkiem - tym razem o plastyczno-muzycznej nazwie „Pomarańczowe tango”. Andrzeja mocno zaskoczyło, że obydwoje artystów – Natalię i Roberta – łączy zamiłowanie do gotowania. To, że Robert wykazał się znajomością kuchni było niespodzianką. Dyskusja na temat kształtu i smaku była bardzo konstruktywna i dzięki temu mogliśmy delektować się ciastkiem niezwykłym, bo Królewska Cukiernia Wilanowska przygotowała na bazie projektu naszych artystów smakowy majstersztyk. Jerzy Poznański - znawca spraw kulinarnych, współautor książki "Sekrety kuchmistrzowskie Stanisława Czernieckiego" (http://sklep.wilanow-palac.pl/sekrety-kuchmistrzowskie-stanislawa-czernieckiego-p-222.html) – podkreślił, że mieliśmy okazję posmakować prawdziwej czekolady, bez polepszaczy i dziwnych dodatków, w połączeniu z delikatnym, ale orzeźwiającym musem pomarańczowym i cząstką pomarańczy wieńczącą ciastko.
Jerzy Poznański podziękował Andrzejowi S. Grabowskiemu, mówiąc, że na nowo ożywa tradycja spotkań ze sztuką w Wilanowie i Jan III Sobieski byłby dumny z takiego mistrza, który pobudza wszystkie zmysły.
Chciałam w imieniu Muzeum Pałacu w Wilanowie (www.wilanow-palac.pl) oraz kuratora „Zmysłów sztuki” Andrzeja S. Grabowskiego podziękować wszystkim gościom, którzy tak licznie przybyli i czynnie uczestniczyli w spotkaniu, zasypując naszych bohaterów pytaniami. Dziękujemy także sponsorom – firmom PerAarsleff Polska (www.aarsleff.pl) i Winsor& Newton (www.maluje.pl), Jerzemu Sztylerowi (www.sztyler.pl), firmie Qualitec, która udostępniła sprzęt nagłaśniający (www.qualitec.pl), Królewskiej Cukierni Wilanowskiej (www.cukierniawilanow.pl), która nas tak wspaniale gości oraz patronowi medialnemu magazynowi „Weranda” (www.weranda.pl).
Zapraszamy wszystkie zainteresowane firmy do wsparcia kolejnych „Zmysłów sztuki”.
Film ze spotkania oraz zdjęcia są w trakcie montażu. Jak tylko będą gotowe, to zostaną dołączone do bloga.
Kolejne spotkanie z cyklu „Zmysły sztuki” w październiku.