poniedziałek, 2 marca 2015

O przestrzeni, laserunku i społeczności wokół „Zmysłów Sztuki” - recenzja z 30. spotkania

   Zawsze przychodzę wcześniej do Oficyny Kuchennej, bo bardzo lubię czas oczekiwania tuż przed rozpoczęciem „Zmysłów Sztuki”. Lubię spokojnie obejrzeć wystawę, podejrzeć artystyczne ciasto, wypić kawę, przywitać się z naszymi gośćmi – tym razem z Katarzyną Kowalską – artystką malarką, i Bartoszem Kowalskim – kompozytorem, aranżerem, instrumentalistą. Obserwuję, jak trwają ostatnie przygotowania. Krząta się dźwiękowiec, który jeszcze raz sprawdza nagłośnienie, monitor, komputer, czy wszystko jest dobrze podłączone. Kurator, Andrzej S. Grabowski, spokojnie oczekuje na gości.
Dużo nas (fot. Marcin Grzebyk)
   Już od godziny 18:00 powoli zaczynają przychodzić te osoby, które wiedzą, że warto być wcześniej, żeby zająć dobre miejsce. Z tymi, którzy są stałymi bywalcami „Zmysłów Sztuki” witamy się jak z bardzo dobrymi znajomymi, choć widzimy się zaledwie kilka razy do roku. Jednak warto podkreślić, że z wieloma z nich znamy się od 2010 roku, kiedy to wystartowaliśmy z naszym projektem. Przyjeżdżają z Grodziska Mazowieckiego, Łomianek, Białołęki, Otwocka, Ursusa, Mokotowa, Służewca, Pragi, Ochoty, Żoliborza, Milanówka, Zielonki, Zalesia i innych dzielnic czy okolic Warszawy. Pojawiają się także ci, którzy byli bohaterami wcześniejszych spotkań z cyklu „Zmysły Sztuki”, tak jak ostatnio Sylwia i Mariusz Lorenc, o których można przeczytać w recenzji z 29. spotkania. Również ci, których twórczość przedstawimy na kolejnych „Zmysłach Sztuki”, jak na przykład Aga Pietrzykowska zaproszona do udziału w 31. spotkaniu, przyjeżdżają, żeby poczuć niezwykłą atmosferę.

Sylwia Lorenc i Mariusz Lorenc
(fot. Marcin Grzebyk)
   Poszukując interesujących i wzbogacających spotkań ze sztuką i jej twórcami, nasi goście przybywają z różnych bliższych i dalszych miejsc. Jakby na przekór temu co sądzą urzędnicy w Wydziale Kultury m.st. Warszawy, że „Zmysły Sztuki” to zbyt lokalna impreza, aby przyznać jej dotację z budżetu miasta, z Wilanowa przychodzi garstka osób.
   Im bliżej rozpoczęcia spotkania, tym bardziej zaczynam się niepokoić, czy dopiszą goście, a potem, kiedy pojawia się ich więcej i więcej, rozglądam się, czy aby dla wszystkich wystarczy miejsca. Tym razem trzeba było dostawić krzesła. To fantastyczne uczucie, widzieć, że kolejne, już 30-te spotkanie, na którym poznawaliśmy Katarzynę Kowalską i Bartosza Kowalskiego - ich twórczość, inspiracje, poszukiwania, zgromadziło w Oficynie Kuchennej ponad sto osób. Co więcej, w wirtualnej przestrzeni dotarliśmy z informacją, a potem z fotoreportażem ze spotkania do prawie 2 tysięcy internautów. Nasza mała społeczność zgromadzona wokół „Zmysłów Sztuki” już nie jest taka mała!
Od lewej: Andrzej S. Grabowski, Katarzyna Kowalska,
Bartosz Kowalski (fot. Marcin Grzebyk)
   Uczestnicy „Zmysłów Sztuki” to grupa, która nie tylko patrzy i uważnie słucha przez ponad dwie godziny (tak, tak, tyle czasu w skupieniu, bo czas na „Zmysłach Sztuki” płynie inaczej), ale rzeczywiście uczestniczy w spotkaniu. Pytania pojawiają się nie tylko podczas prezentacji naszych gości, ale także po zakończeniu następuje czas na te dodatkowe, takie już twarzą w twarz, indywidualne.
   A jest o co pytać, bo choć kurator „Zmysłów Sztuki”, Andrzej S. Grabowski, prowokuje, wnika, porusza różnorodne tematy, to zawsze znajdzie się jeszcze coś, czego nie udało się dowiedzieć.
   Podczas 30-tego spotkania głównym wątkiem, wokół którego toczyła się dyskusja, była przestrzeń. Rozmawialiśmy o przenikaniu się form zarówno w malarstwie, jak i w muzyce, jak również o tym, jak wiele łączy obie te dziedziny sztuki.
Bartosz Kowalski przy mikrofonie
(fot. Marcin Grzebyk)
   Bartosz Kowalski uważa, że muzyka to malarstwo w czasie. Można by się pokusić o stwierdzenie, że przedstawienie muzyki w formie partytury, to także rodzaj sztuki plastycznej. Nuty zawieszone na pięciolinii, tu rozproszone, tam stłoczone, czasem symetryczne, czasem abstrakcyjnie nieuporządkowane, to rodzaj grafiki, „namalowanej” przez kompozytora. Obraz, który potem ktoś, cała orkiestra, potrafi przetworzyć na dźwięki, które hipnotyzują przestrzeń, które potrafią pobudzić wyobraźnię. W utworze „Circles on the water”, którego słuchaliśmy na spotkaniu, Bartosz świadomie stworzył odniesienia do zjawisk przyrody. A że na naszych spotkaniach pojawiają się także skojarzenia nieoczywiste, to „Circles on the water” skojarzył się nam z puentylizmem, tyle że zamiast czubkiem pędzla, Bartosz nakłada instrumentami muzycznymi w przestrzeni powietrznej różnobarwne dźwięki niczym kropki i kreski.


   Twórczość obojga naszych gości - Katarzyny Kowalskiej i Bartosza Kowalskiego jest poparta warsztatem. Nieczęsto spotyka się osoby, które stosują dawne techniki malarskie we współczesnej twórczości. Choćby dlatego,
Jedna z prac Katarzyny Kowalskiej
(fot. Marcin Grzebyk)
że są to techniki bardzo trudne i czasochłonne. Większość maluje „alla prima”, żeby osiągnąć efekt. Podczas gdy nasi goście w swoich pracach i tych malarskich, i tych muzycznych stosują laserunek. Tak, znowu pojęcie malarskie, które można odnieść także do dźwięku. W obrazach
Katarzyny Kowalskiej jest wyraźnie widoczny efekt przenikania i załamywania światła przez warstwy laserunkowe. Jej obrazy świecą wewnętrznym światłem, tak jak w utworach Bartosza Kowalskiego delikatne dźwięki przenikają przez mocniejsze, stanowiące bazę.
   Oboje prowadzą pewien dialog z przeszłością, jednocześnie eksperymentując z nowymi formami wypowiedzi. Bartosz Kowalski poprzez swoją działalność internetową realizuje się wykonawczo. W tej przestrzeni czuje się wolny artystycznie, puszcza oko do widza świetnie się przy tym bawiąc. Wystarczy posłuchać „Swingującego Bacha”, żeby wiedzieć, o czym piszę.


   Ktoś powiedział, że malarstwo Katarzyny Kowalskiej jest dla ludzi niepozbawionych wyobraźni. Jej obrazy to przeróżne światy, ciasne uliczki, zakątki, labirynty, przenikające się przestrzenie, znikające i pojawiające się, iluzje, fantasmagorie, jednocześnie ujęte w rygor form i w niesamowite barwy.
  Czy nam się to podoba, czy nie, zależy od nas samych. Od tego, czy odnajdujemy siebie w dziele czy to malarskim, czy muzycznym.
  W naszych rozważaniach pojawił się także temat niezdecydowania. Czy to już
...i jeszcze jeden z obrazów Katarzyny Kowalskiej
(fot. Marcin Grzebyk)
ostateczna forma dzieła, czy może jeszcze coś trzeba zmienić, dopisać, domalować, dokomponować? A może pierwsza wersja była najlepsza? Jak do niej wrócić i czy w ogóle wracać? Czasem, próbując wrócić, stwarzamy coś zupełnie nowego, nieoczekiwanego, tak jak obraz, o którym opowiadała
Katarzyna Kowalska. Obraz, który wydawało się, jest już stracony, a jednak pewne zabiegi i poszukiwania sprawiły, że Katarzyna osiągnęła nową jakość jednocześnie bliską pierwotnej wersji.
   Były jeszcze pytania o spójność, o pewien podpis artystyczny. Czy skupiać się na jednej formie, na znaku rozpoznawczym? Czy może nieustannie poszukiwać, zmieniać, eksperymentować? Jak ważny jest we współczesnym świecie rozpoznawalny styl i spójność? Co trzeba zrobić, aby w tej wielości dać się zauważyć? I jednocześnie jak nie stać się niewolnikiem własnej formy?
Maestro Jerzy Maksymiuk - kadr z filmu
(fot. Marcin Grzebyk)
   Poza tym, jak sobie radzić z krytyką? Przecież nie jest możliwe, aby to co robimy podobało się wszystkim. Warto słuchać zdania innych, nawet jeśli się z nim nie zgadzamy. Zawsze można się czegoś nauczyć o swojej twórczości i o sobie, słuchając jak inni nas widzą, jak czują to co robimy.
   Bartosz Kowalski, który ma ogromny dystans do siebie, pokazał nam fragment próby Symfonii nr 3 "Symmetrical Visions" pod dyr. maestro Jerzego Maksymiuka. Czasem dyrygent ma swoją wizję utworu i wówczas kompozytor najlepiej, żeby nie próbował się odzywać, bo może usłyszeć coś, na co nie sposób znaleźć odpowiedź :-) No cóż, zdaniem niektórych „lepszy kompozytor martwy, niż żywy.”
"Ciasto foniczne" (fot. Marcin Grzebyk)
   Tak właśnie było na 30. spotkaniu z cyklu „Zmysły Sztuki” - malarsko, muzycznie, śmiesznie, poważnie, krytycznie, anegdotycznie, historycznie (dla tych co byli hasło „zielony biret”), inspirująco i oczywiście zmysłowo. Było coś słodkiego, czyli stworzone przez naszych artystów „ Ciasto foniczne”. Były obrazy Katarzyny Kowalskiej, które można oglądać w Oficynie Kuchennej do 10 kwietnia, i dźwięki - fragmenty utworów Bartosza Kowalskiego, do których można wrócić zaglądając na youtube.com.
   Tradycyjnie dziękujemy Pawłowi Jaskanisowi, Dyrektorowi Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie, za gościnność. Firmom wspierającym „Zmysły Sztuki" dziękujemy, że dbają o naszych gości - Arkadiuszowi Bachanowi z firmy PerAarsleff Polska, Tadeuszowi i Arturowi Sawickiemu z firmy Savel, będącej dystrybutorem Winsor & Newton, Williamsburg oraz Golden Artist Colors (www.maluje.pl), Jarkowi Uścińskiemu i Monice Kalecie z Oficyny Kuchennej, Jerzemu Sztylerowi z Winiarni Lippóczy Pince, Stanisławowi Kozyrze z firmy Bodoni.
   Dziękujemy również Marcinowi Grzebykowi, który wykonał i przekazał nam zdjęcia ze spotkania. Cały album znajduje się na FB (http://www.facebook.com/zmyslysztuki), gdzie Państwa także serdecznie zapraszam.
   A na blogu będę Państwa oczywiście informować o przygotowaniach do kolejnego spotkania, które odbędzie się 16 kwietnia br.

Zielony biret na pierwszym planie
(fot. Marcin Grzebyk)


Pytanie od Marii Krawczyk, krytyka sztuki
(fot. Marcin Grzebyk)

Partytura - niczym grafika - Bartosza Kowalskiego
(fot. Marcin Grzebyk)

Pytanie z sali
(fot. Marcin Grzebyk)

...i anegdota
(fot. Marcin Grzebyk)

Mariusz Lorenc i jego refleksja na temat dyrygentów
(fot. Marcin Grzebyk)
Bartosz Kowalski podpisuje płytę
(fot. Marcin Grzebyk)
Jedna z prac Katarzyny Kowalskiej
(fot. Marcin Grzebyk)

...i kolejny obraz Katarzyny Kowalskiej
(fot Marcin Grzebyk)

"Ciasto foniczne"
(fot. Sylwia Koza)


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza