niedziela, 3 kwietnia 2011

Spotkanie trzecie - Marian Nowiński i Irena Makarewicz




Andrzej S. Grabowski, kurator cyklu „Zmysły Sztuki”, rozpoczął trzecie spotkanie, które odbyło się 17 marca 2011 roku, mówiąc: „w wyborze artystów zapraszanych do udziału w tym przedsięwzięciu nie ma przypadku. Tym razem podobieństwo tkwi w… mroczności.”  W pierwszym momencie stwierdzenie to wzbudziło konsternację wśród zgromadzonych gości, ale wytłumaczenie chyba zdołało wszystkich przekonać.
Don Kichot w malarstwie Mariana Nowińskiego (www.nowinski.pl) powtarzany po wielokroć - błąka się, marzy, walczy bez końca. Sándor Márai, wielbiciel Cervantesa, w 1949 roku napisał: „W minionych latach kolejno traciłem pracę, dom, zniknęła warstwa społeczna, dla której pisałem, potem utraciłem ojczyznę, język ojczysty, osobowość prawną. Teraz nie mam już niczego”. W jego twórczości, którą poznajemy dzięki tłumaczeniom Ireny Makarewicz (http://pl.wikipedia.org/wiki/Irena_Makarewicz), można odnaleźć ten ból istnienia. Odnajdujemy go na przykład w prologu „Pokoju na Itace” w przekładzie Ireny:

ELŐÉNEK

Jobb karján a kötél meglazult. Nyújtozott. Az ének
zelről zengett. Figyelt. Most megismerte:
Ők énekeltek, a szirének.
Rekedtes ének volt, kéjes, olajos. A társak aludtak.
Viasz tapadt a fülükben. Álmodtak is. Arról, hogy hazajutnak,
S majd bosszút áll az ifja, vagy a véne!

Felnyögött, tehetetlen. No, hol vagy most, Pallas Athéné...?
A tutaj csattagva úszott, az ősz tenger feltárta rémes torkát.
Az ének távolodott. Vijjogtak a vitorlák.
Egyszerre félni kezdett. Megroggyant keze lába -
Felnyögött. Félt, hogy hazakerül Ithakába.


PROLOG

Węzeł na prawym zelżał mu ramieniu. Wyprężył ciało.
Pieśń biegła blisko. Słuchał. Wtem serce poznało:
To one ją śpiewały, syreny.
Z lekka ochryple, rozkosznie, lepko. Współbracia jego spali.
Wosk stężał im w uszach. I śnili. Jak na ojczyzny powitanie
Zemście każdy odda miecz swój i ramię!

Jęknął, bezradny. Pallas Ateno, ach, w jakiej jesteś teraz dali...?
Tratwa sunęła trzeszcząc, straszną rozwarło gardziel morze siwe.
Pieśń milkła już powoli. I tylko wiosła skrzypiały lękliwie.
Naraz poczuł strach. Ugięło się pod nim ciało -
Jęknął. Bał się, że na Itakę powróci znowu małą.

Dlaczego Don Kichot? Marian Nowiński już w dzieciństwie zachwycił się przygodami tego niesamowitego Hiszpana, a właściwie rysunkami Paula Gustave’a Doré’a, które zdobiły przedwojenne wydanie pierwszej części przygód Rycerza Smętnego Oblicza. Razem z bratem przerysowywali rysunki Doré’a i robili swoje wersje, jak powiedział artysta: „jednym z nich był na przykład Don Kichot, który ciągle pierdział”;-)
Jak pracuje Marian Nowiński? Zawsze ma ze sobą gruby notatnik, w którym codziennie poszukuje formy przez powtarzalność detali. Nauczył się tego podczas stypendium w Mediolanie, kiedy odwiedzając prywatne muzeum mógł, nie niepokojony przez nikogo, doświadczyć, dotknąć, analizować oryginalne rysunki pochodzące z XVI-XVII wieku. Dostrzegł, że ówcześni artyści nie bali się poprawiać, zmieniać, notować tuż obok szkicu, wklejać drobne poprawki do całości. Tak jak oni, zachwycony zbroją turniejową oraz centaurem, stworzył obraz, który później rysował jeszcze wiele razy. Powtarzanie miało na celu odnalezienie formy, którą sam się zachwycił.
Zapytany o technikę, powiedział, że często używa hiszpańskiego wina zamiast farby, osiągając dzięki temu ciepłe i przyciągające oko kolory.
W swoich pracach przekłada na płótno lub papier: „wyobrażenie, które siedzi w człowieku w środku. A kiedy nie wychodzi, to trzeba przeżyć klęskę wobec siebie samego, bo pokora jest tak samo potrzebna, gdy odnosi się sukces albo ponosi klęskę. Im większa pokora, tym większe możliwości, by przeżyć klęskę”.

Dla Ireny Makarewicz impulsem do zajęcia się w końcu tym, o czym marzyła od dawna – tłumaczeniem literatury pięknej - była sztuka „Przygoda” autorstwa Sándora Máraiego. A czymże jest przygoda? Márai tak ją definiuje w „Pokoju na Itace”:
"- Mój synu - podniósł zniekształconą w stawach, guzowatą od podagry dłoń - przygoda to wielki sekret. Kiedy byłem młody, i ja poszukiwałem zdobyczy w świecie tak, jak ten tygrys. - Wyciągnął rękę, wskazał na dzikie zwierzę o drżącym ciele. - Lecz teraz jestem już stary i wiem, że także palma żyć może równie awanturniczo jak tygrysy i lamparty.

Zgiętym palcem wskazującym wycelował w silnie żłobkowany pień stuletniej palmy daktylowej, w jej ozdobioną czerwono-żółtym kwiatostanem koronę o gałęziach przybranych ciemnozielonym listowiem. To stwierdzenie mądrego towarzysza podróży mego ojca zadziwiło mnie. Lecz Nestor nie zwracał na mnie uwagi.
- Za dnia zmaga się z deszczem, wiatrem - rzekł, mrucząc, jakby mówił sam do siebie. - Nie porusza się. Jednak z wielką siłą żyje. O tym nie wiedzieliśmy, kiedy byliśmy młodzi, twój ojciec, ja i pozostali - dodał obojętnie."
Żeby dobrze tłumaczyć, trzeba przede wszystkim znać język, na który dokonuje się tłumaczenia. Bo nie chodzi o przełożenie słów, ale nadanie znaczeń, uczynienie tekstu zrozumiałym dla czytelnika.
Wolter twierdził, że „Tłumaczenia są jak kobiety - albo piękne, albo wierne”. Jak poradzić sobie z wiernością?
Praca tłumacza jest podobna do pracy detektywa. Trzeba przeszukać mnóstwo materiałów z różnych dziedzin, skonsultować z ludźmi, których pasją jest dany temat. Czasem z powodu błędu w druku można spędzić całe dnie na poszukiwaniu znaczenia danego słowa.Tak było w przypadku „braga regula” - poszukiwanie znaczenia tych słów zajęło Irenie kilka tygodni, zanim wpadła na pomysł, żeby szukać inaczej niż wcześniej. W żadnym dostępnym źródle dotyczącym broni Irena nie mogła odnaleźć niczego o takiej nazwie. Postanowiła zejść z utartych ścieżek i poszukać przekładów na inne języki, aby sprawdzić, jak poradzili sobie inni tłumacze. Może któryś umieścił przypis, który pomoże? I tak w angielskim przekładzie portugalskiego dzieła E. Da Cunhi, z którego korzystał Márai i o którym wspomina na końcu książki, występuje rodzaj broni gładko lufowej o nazwie „Braga regular”, co ma być odpowiednikiem portugalskiego określenia „legitíma de Braga” (broń zwana też w niektórych opracowaniach przenośną kolubryną). Márai, a może wydawca, prawdopodobnie zgubił końcową literę i zrobił z tego następnie braga regula.
Tłumaczenie książki tworzy w rzeczywistości zespół ludzi. Bardzo pomaga dobry redaktor w wydawnictwie. Irena Makarewicz podsumowując pracę tłumacza stwierdziła, że: „kiedy nada się rzeczy odpowiednie słowo, odnajdzie to, które doskonale oddaje znaczenie oryginału, a jednocześnie jest zrozumiałe dla czytelnika przekładu, to ma się poczucie zespolenia. Wrażenie, że zrozumiało się autora, że ma się z nim coś wspólnego, coś więcej niż słowa. Rodzi się poczucie doskonałości.”
Być może dobry tłumacz z mało ciekawego oryginału potrafi zrobić bardzo ciekawy przekład?
Takie stwierdzenie wywołało dyskusję o innych tłumaczach, o tym jak mało o nich i o ich dokonaniach wiemy, jak mało poświęca się im uwagi, a może ich praca przyczynia się to tego, że dana książka stanie się bestsellerem, a autor otrzyma nagrodę.
Zarówno Marian Nowiński, jak i Irena Makarewicz zgodzili się ze stwierdzeniem, że krytycy czasem się przydają. Ciekawe jest czytanie ich opinii, bo autor może dowiedzieć się czegoś o swoim dziele, czego w ogóle nie podejrzewał, czegoś zupełnie nowego.
Spotkanie, osłodzone ciastkiem „Kichote” autorstwa bohaterów wieczoru, pozwoliło w niezwykle miłej, swobodnej atmosferze poznać inspiracje, warsztat, a także motywację pojawiającą się czy to przy tworzeniu obrazu, czy podczas tłumaczenia. 

A oto krótki film ze spotkania: 



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza