poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Relacja z X jubileuszowego spotkania z cyklu "Zmysły Sztuki"

   Spotykamy się na „Zmysłach Sztuki” już, albo dopiero, od ponad roku. Teoretycznie wszystko dzieje się zawsze według ustalonej przez kuratora Andrzeja S. Grabowskiego formuły – artyści, rozmowa, tokaj, ciastko – a jednak każde z dziesięciu spotkań było zupełnie inne. Oznacza to, że mamy przyjemność uczestniczyć w „żywym organizmie”, że mamy wpływ na jego przebieg, nastrój, emocje. Nie jesteśmy zwykłymi widzami, ale prawdziwymi uczestnikami spotkań z cyklu „Zmysły Sztuki”. Kiedy przychodzę do Królewskiej Cukierni Wilanowskiej i widzę znajome twarze, to odnoszę wrażenie, że stworzyliśmy, jak to ujął Andrzej S. Grabowski na spotkaniu ze Stanisławem Bajem i Magdą Kujawską, jeśli nie rodzinę, to z pewnością rodzinną atmosferę.
Uczestnicy spotkania i obrazy Agaty,
fot. Alicja Pismenko
   I jak to w sympatycznej rodzinie, w której nikt nikogo do niczego nie zmusza, na jubileuszowym X spotkaniu z cyklu „Zmysły Sztuki” kurator przychylił się do prośby Mariusza Żółkiewki, który twierdzi, że nie lubi mówić (co potem okazało się nie do końca prawdą;-)), i pozwolił mu wypowiadać się jedynie przez muzykę.
   Ponieważ celem spotkań jest między innymi dowiedzenie się, jaką motywacją kierują się artyści, Andrzej rozpoczął dyskusję od zapytania Agaty Czeremuszkin-Chrut, której trudno nie zauważyć i nie chodzi tu o wielkość obrazów (150 cm x 150 cm), ale ładunek emocji, które noszą, dlaczego wybrała malarstwo? Agata uważa, że nie ma prostej odpowiedzi na takie pytanie i tak jak Mariusz muzyką, tak malarze wolą przemawiać swoim malarstwem. Zawsze wiedziała, że będzie związana ze sztuką. I mimo że stereotyp malarza jest dość ponury, to Agata zachęca młodych ludzi do uprawiania sztuki. Trzeba być konsekwentnym, wiernym sobie i nie popadać w manierę, wówczas można utrzymać się z malarstwa.
   Tradycyjnie już Andrzej wyjaśnił, czym kierował się wybierając Agatę i Mariusza na bohaterów tego spotkania. Co ich łączy? Utwory, które Mariusz tworzy i wykonuje oraz sposób w jaki buduje dźwięki, znakomicie korespondują z malarstwem Agaty - pełnym emocji, przedstawiającym relacje międzyludzkie. Jedna z uczestniczek powiedziała już w trakcie spotkania, że „jest jeszcze jedna rzecz, która łączy oboje artystów – naturalność”. Ja doszłam do wniosku, że oboje zachowali w sobie coś z dziecka, a jednocześnie są bardzo dojrzali twórczo i warsztatowo.
Mariusz, Agata i Przemek,
fot. Alicja Pismenko
   Mariusz przedstawił swojego kolegę - Przemysława Dzwonkowskiego, który poprzez dźwięki gongów, mis tybetańskich, dzwonków i innych instrumentów, których nazwy nie znam i które widziałam pierwszy raz w życiu, budował tło dla utworów rozbrzmiewających tego wieczoru. Mariusz wyjaśnił też, o co chodzi z gitarą „płaczącą”, o której wcześniej pisałam. Otóż, zawsze chciał uzyskać smutne, płaczliwe brzmienie i dlatego postanowił zagrać nam utwór „Lament”, abyśmy zrozumieli, co ma na myśli. Smutek i płaczliwość nie bardzo pasują mi do Mariusza. Choć właściwie go nie znam, to moim zdaniem sprawia wrażenie osoby pogodnej i optymistycznej. Poza tym wszystkie utwory, które zagrał tego wieczoru, działały na mnie bardzo pozytywnie i wywoływały wewnętrzny uśmiech. Może wibracje powietrza uzyskane dzięki misom i gongom pomagały w zbudowaniu takich emocji?;-) Jak przystało na osobę, która nie chce mówić o sobie, Mariusz przyznał się, że stresuje go gra bez zespołu towarzyszącego, ale na przykład lubi grać na wernisażach, bo jest wówczas trochę anonimowy, bo w tle, a obrazy tworzą fajny klimat do otaczania ich dźwiękami. Powiedział, że uwielbia słuchać muzyki poważnej i robić transkrypcje na brzmienie współczesne, że cywilizacja jest dla niego trudnym przeciwnikiem, dlatego porzucił miasto na rzecz natury - bezpiecznej przestrzeni.
Uczestnicy spotkania i obrazy Agaty,
fot. Alicja Pismenko
   W odróżnieniu od Mariusza, Agata jest absolutnym zwierzęciem miejskim, które uwielbia zgiełk, hałas. Obserwuje ludzi na przystankach, na ulicach, wizerunki na billboardach, w prasie. Ciała bombardujące nas ze wszystkich stron. Agata, stosując deformacje w swym malarstwie, nie dopowiada. A skąd u niej zainteresowanie człowiekiem? Wynika między innymi z obowiązku szkolnego, kiedy musiała dokładnie poznać sylwetkę ludzką. Dla niektórych jest to przymus, jej weszło w krew. Poprzez deformacje szukała swojej sylwetki, bardziej syntetycznej postaci, znaku. Nie szkicuje, nie notuje. Czasem miniatury, takie jak te prezentowane nad kominkiem w Królewskiej Cukierni Wilanowskiej, to pomysły do dużego obrazu. Dobrze jej się myśli na małych formatach. Inspiracje zniekształca przez swoje spojrzenie, przefiltrowuje przez swoje doświadczenia. Obrazy w niej ewoluują. Jednak nie szufladkuje się. Korzysta z wolności. Może za miesiąc będzie malować psy;-) 
   Każdy artysta w pewnych okresach życia interesuje się czymś innym. Tworzy w cyklach. Agata maluje serie na przykład przez rok, kiedy jeden obraz jest konsekwencją poprzedniego. Co jest głównym impulsem? Nie wie. Wyłapuje pewne układy, sytuacje i przenosi je na płótno. 
   Obrazy prezentowane obecnie w Królewskiej Cukierni Wilanowskiej mówią o łatkach przyczepianych człowiekowi przez społeczeństwo, o stereotypach. Są próbą oddania nastroju, jaki towarzyszy takim naznaczonym osobom. Tytuły są częścią obrazów – np. Clumsy, Polite, Dull. Używa języka angielskiego, bo chce być bardziej uniwersalna.
   Zdaniem Andrzeja większość ludzi jest twórczych, tylko nie potrafią tego przekazać. Boją się. Jeśli im się umożliwi wypowiedź artystyczną, to może się okazać, że tworzą piękne rzeczy. Można spróbować się otworzyć na kursach malarstwa i rysunku Królewskiej Akademii Sztuki (http://www.wilanow-palac.art.pl/krolewska_akademia_sztuki.html). Uczestnicy obecnej edycji kursów, to ludzie dojrzali, mający dużo do powiedzenia, chcący rozwijać swoją pasję. Odkrycie, że można wyrazić siebie w formie artystycznej, to wspaniałe doświadczenie.
   Mariusz, poza mówieniem, którego chciał uniknąć, oczywiście grał. Mogliśmy przenieść się dzięki niemu do świata natury podczas utworu „Tajemnice lasu”, wybijać rytm, gdy grał na rockową nutę, zamyślić się podczas blues'a „Kamienne źródła”, przenieść się w czasie, gdy wykorzystywał barokowe frazy.
Mariusz i Agata, fot. Alicja Pismenko
   Nasi artyści, jak nakazuje tradycja „Zmysłów Sztuki", mieli za zadanie stworzyć razem ciastko. I to nie tylko jako formę plastyczną, ale musieli nadać mu nazwę i wymyślić ideę smakową, aby mistrz cukierniczy mógł przygotować ostateczną formę. A to zobowiązuje, bo Królewska Cukiernia Wilanowska to jedyne takie miejsce na świecie, gdzie można zjeść ciastko wykreowane i zaprojektowane przez artystów, ciastko z prawami autorskimi! Nazwa „A'gama'R” powstała w głuszy. Dla jednych to firma budowlana, dla innych skrót od imion Agata i Mariusz, dla jeszcze innych gama muzyczna. Ileż możliwości:-) Mariusz opowiedział o rodzeniu się w bólach i nazwy, i smaku, bo na przykład on nie chciał galaretki, bo jest robiona z żelatyny wieprzowej. Ale w końcu udało się! Ciastko jest piękne. Jak powiedział Tadeusz Sawicki (sponsor „Zmysłów Sztuki”, właściciel sklepu dla artystów plastyków www.maluje.pl): „...brakuje tylko passepartout i byłby obraz”. Z ciekawostek, ciasto było zrobione bez użycia mąki, a jego zwieńczeniem była peruwiańska wiśnia „fisalis” (dla zainteresowanych więcej na: http://blog.wojnanasmaki.pl/1290,slownik-kulinarny-physalis-peruwianska-wisnia-miechunka/).
Uczestnicy spotkania i obrazy Agaty,
fot. Alicja Pismenko
   Agata i Mariusz przygotowali niespodziankę dla kuratora. Podczas jubileuszowego X spotkania Andrzej dostał płytę z muzyką skomponowaną i wykonaną przez Mariusza, pt.: „Kaprys wilanowski”, oraz grafikę od Agaty. Oczywiście nie obyło się bez prezentów dla naszych bohaterów, którzy otrzymali wydawnictwa Wilanowskie oraz zestaw farb ufundowanych przez Tadeusza Sawickiego.
   Dziękujemy wszystkim uczestnikom spotkań z cyklu „Zmysły Sztuki”, goszczącej nas Królewskiej Cukierni Wilanowskiej (www.cukierniawilanow.pl/) i Muzeum Pałacu w Wilanowie (www.wilanow-palac.pl/), firmie Aarsleff (www.aarsleff.pl/), dzięki której na spotkaniach serwowany jest rekonstruowany tokaj, firmie Savel (www.maluje.pl), która zapewniła transport obrazów Agaty i darowuje naszym artystom malarzom farby na każdym ze spotkań, patronowi medialnemu magazynowi „Weranda” (www.weranda.pl), Adamowi Grabińskiemu, który od pierwszego spotkania przygotowuje dokumentację filmową, żeby goście Cukierni, którzy nie byli z nami, mogli obejrzeć, jak przebiegają spotkania, a także Alicji Pismenko, która przygotowuje impresje na temat „Zmysłów Sztuki”.
   Aaaa! Przypominam o konkursie na najciekawszą recenzję:-) Regulamin pod linkiem: http://zmyslysztuki.blogspot.com/2012/03/17-lutego-2012-uwaga-konkurs-na.html.
   I już dzisiaj zapraszam na kolejne spotkanie, które odbędzie się 10 maja. Tematem przewodnim będą „Żydzi i nie tylko...”, a gośćmi Leszek Kuchniak, artysta malarz (próbka obrazów i krótka informacja o artyście: www.podkarpackazacheta.pl/leszek-kuchniak-wystawa-zaproszenie,108.html) oraz Adam Bartosz, etnograf, cyganolog, znawca mniejszości narodowych, wieloletni dyrektor Muzeum Okręgowego w Tarnowie (www.tvp.pl/krakow/w-cieplym-miescie/wideo/twarze-tarnowa-adam-bartosz-19-i-2011/3880878).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz