środa, 16 września 2015

Przepis na interesujące spotkanie, czyli kilka słów o 33. „Zmysłach Sztuki”

   Jak organizuje się udane, interesujące spotkania, które przyciągną uważną i aktywną publiczność? Trzeba mieć talent do wyszukiwania twórców, którzy nie tylko zaprezentują swoje dzieła, ale także nawiążą dialog z publicznością. Trzeba być pracowitym i podchodzić z pasją do tego, co się robi, czyli być jak kurator i moderator „Zmysłów Sztuki”, Andrzej S. Grabowski. 
Janusz Tylman i Anna Halarewicz
fot. Anna Renata Kujawska
   Jednak to nie wszystko. Potrzebne są wcześniejsze spotkania kuratora z twórcami, czytanie materiałów o nich i ich twórczości, słuchanie muzyki, wizyta w pracowni, zapoznanie naszych gości ze sobą, rozmowy, rozmowy, rozmowy. 
   To dzięki temu, że na przygotowanie spotkania kurator poświęca dużo czasu, zdarza się, że nasi goście przejmują od niego prowadzenie i sami zaczynają moderować dyskusję. Dzięki temu, że wcześniej trochę się poznali, są ciekawi siebie nawzajem, sami poszukują analogii w swoich dziedzinach twórczości. Chcą dać nam z siebie więcej niż tylko prezentację dzieł na ścianach Oficyny Kuchennej (przez najbliższy miesiąc możemy oglądać prace Anny Halarewicz), czy utworów, które słyszymy w trakcie spotkania, tym razem były to kompozycje Janusza Tylmana w wykonaniu Joanny Stefańskiej-Matraszek.
   Co jeszcze gwarantuje spotkanie na wysokim poziomie? Społeczność zbudowana wokół wydarzenia, bo wówczas osoby, które uczestniczą w spotkaniu są rzeczywiście zainteresowane, czujne, aktywne i czerpią z możliwości bezpośredniego obcowania z twórczymi ludźmi.
Joanna Stefańska-Matraszek
fot. Marcin Grzebyk
   Na każdym spotkaniu z cyklu „Zmysły Sztuki” można dowiedzieć się czegoś nowego, odkryć nieznane obszary, obudzić lub rozbudzić w sobie zainteresowania, pasje, a przede wszystkim zrozumieć skąd twórcy czerpią inspirację, jak wygląda ich warsztat twórczy, co łączy czasem zupełnie różne dziedziny sztuki, jak twórcy odnajdują się w świecie komercji.
   Nasi goście – Anna Halarewicz i Janusz Tylman – wydają się być tak różni, a jednak nie tylko kurator, ale także Janusz znalazł wiele podobieństw, zaczynając od bardzo sympatycznej strefy życia, czyli kotów. Kot Ani – Absynt – ma swój udział w jej twórczości, bo towarzyszy jej często w akcie tworzenia. A to przejdzie przez płótno, a to strąci coś ogonem. Kotka Janusza – Luteńka – cierpliwie słucha, kiedy Janusz ćwiczy albo pisze muzykę, a niektóre utwory lubi bardziej niż inne, co okazuje w sposób czytelny dla Janusza.
   Skoro o muzyce mowa, to zupełnie zrozumiałe i naturalne jest, że towarzyszy Januszowi. Pianista musi codziennie ćwiczyć, grać czasem nudne wprawki, gamy, pasaże itp. (ciekawe, co Luteńka na to?), bo przerwy w grze powodują pogorszenie techniki. Ogromną pasją Janusza jest żeglowanie, więc zadbał o to, by na jachcie znalazł się instrument. Kiedy opowiadał o grze na jeziorach, wyobraziłam sobie, jak miły może być wieczór na przystani, kiedy po wodzie niesie się muzyka...
Anna Halarewicz przy mikrofonie;)
fot. Mażena Sezonow
   Muzyka także stale towarzyszy Ani Halarewicz, ale co ciekawe, kiedy tworzy akwarele, słucha wiadomości. Wówczas inspiruje ją słowo, batalie polityczne, dyskusje społeczne, reportaże, jak np. o Czarnobylu, co znalazło odzwierciedlenie np. w „radioaktywnej” pracy prezentowanej w Oficynie Kuchennej. Wielką i trwającą od kilku już lat inspiracją jest pokaz mody Alexandra McQueena z 2009 roku. Wybiegiem dla modelek było wówczas wysypisko śmieci – połączenie piękna z brudem, nowego z odpadkami, zniszczeniem, przemijaniem… post apokalipsa. Anię fascynuje i intryguje "ładność", uśmiech na pokaz. Z jednej strony kobiety, które tworzy na płótnie czy na ilustracjach są zjawiskowo piękne, tajemnicze, o magnetycznym spojrzeniu – trochę takie jak ich autorka, a jednocześnie mają w sobie ogrom smutku. Na obrazach postaci są niezwykle precyzyjne, kreska przywodzi na myśl grafikę, z której Ania się wywodzi, czy idąc dalej w skojarzeniu - geometrię, matematykę, co może wynikać ze związku Ani z naukami ścisłymi.
   I tu pojawia się temat matematyki. Jak mówi Janusz Tylman, matematyka nadaje muzyce porządek przebiegu, bez niej powstałby chaos. Istnieją oczywiście tacy, którzy nie przestrzegają żadnej formy, stawiają sobie za cel łamanie zasad. Czy wiecie, co oznacza preparowanie fortepianu czy preparowanie dźwięku? Kto był na spotkaniu, ten wie ;) A widzieliście zapis nutowy bez nut, ale za to z odnośnikami do przypisów, gdzie znajduje się instrukcja, jak grać?
   Powstało tak dużo utworów muzycznych, że współczesny kompozytor musi
Publiczność dopisała:)
fot. Mażena Sezonow
mieć ogromną wiedzę, żeby nawet mimowolnie 
nie popełnić plagiatu. Nie chodzi nawet o same dźwięki, ale o melodię, rytm, harmonię. W Polsce prawo autorskie nie jest aż tak restrykcyjne jak np. w USA, ale i tak trzeba się pilnować, sprawdzać, pytać innych, czy nie słyszą w tym, co skomponowaliśmy czegoś, co już wcześniej powstało. Janusz przytoczył słowa Witolda Lutosławskiego, który mówił, że dobry kompozytor dużo wyrzuca do kosza. Im więcej wyrzuca, tym lepszym jest kompozytorem.
   Ania Halarewicz też dużo wyrzuca. Urządza nawet rytualne darcie papieru, a płótna zamalowuje. I to, co w muzyce można nazwać preparowaniem dźwięków, czyli np. wydobywanie dźwięków z fortepianu poprzez uderzanie dziwnymi przedmiotami w struny, u Ani objawia się poszukiwaniem nowych narzędzi malarskich. Ania mówi o sobie, że jest „międzytechnikalna”, łączy, miesza, a narzędzie wychodzi po drodze, czy jest to patyk, zaostrzona końcówka pędzla, skarpetka, a nawet tusz i piórko nietypowo wykorzystywane w malarstwie. Lubi zaskakiwać samą siebie podczas pracy.
   Z Anią rozmawialiśmy o linii/kresce w rysunku i o plamie w malarstwie. Także o tym, co zrobić, aby obraz nie był ilustracją, a ilustracja obrazem. Nasi goście
Prace Anny Halarewicz
fot. Mażena Sezonow
dyskutowali o sztuce na zamówienie i wolności także w takiej pracy, w której ktoś czegoś oczekuje od twórcy. 

   Janusz mówił o różnicach w muzyce teatralnej, gdzie ogranicza nas czas i miejsce oraz o muzyce filmowej, której nagranie odbywa się w studiu, w tworzeniu której można użyć różne narzędzia, wykorzystać wielką orkiestrę. 
   Inaczej pisze się muzykę dla siebie, wówczas ma się pełną dowolność. Jeszcze inaczej jest, kiedy można improwizować, jak np. ilustrując muzycznie na żywo film czy sztukę, tak jak to robi Janusz, grając rolę tapera w spektaklu „Polityka” w Teatrze 6. piętro. 
   A tworzenie na żywo, jak na przykład pisanie piosenki na antenie programu radiowego? To musi być wyzwanie. 
   Jak dużo trzeba wiedzieć o muzyce, jak wiele utworów znać, aby być oryginalnym, nie popełnić plagiatu czy to czyjegoś utworu, czy nawet swojego dzieła?
   Ponieważ tego wieczoru gościliśmy także sopranistkę Joannę Stefańską-Matraszek, która wykonała dla nas utwory do muzyki skomponowanej przez Janusza Tylmana (m.in. do wierszy ks. Jana Twardowskiego, Julina Tuwima), to pojawił się temat tremy i adrenaliny. Kogo paraliżuje, komu dodaje skrzydeł i czy jest siłą napędową?


   Osobnym tematem było tworzenie w głowie – czy to obrazu, czy muzyki, a także malowanie bez patrzenia na kartkę, czy granie bez patrzenia na klawisze. 
   Jedno z pytań dotyczyło umiejętności rozstawania się z obrazem, czy z ilustracją. Ania powiedziała, że trzeba się tego nauczyć. Nie ze wszystkimi pracami chce się rozstawać, zdarzyło się, że odmówiła sprzedaży. Są takie przełomowe obrazy, które chowa. Ale kiedy znika seria (a pracuje w krótkich cyklach), to motywuje ją to do malowania kolejnej. Na szczęście ma kontakt ze sprzedanymi obrazami, a akwarele skanuje i kiedy ma taką potrzebę, to może na nie popatrzeć.
   Na 33. spotkaniu z cyklu „Zmysły Sztuki” okazało się także, że Janusz Tylman ma ogromny gawędziarski talent, że nie tylko gra z lekkością, ale także swobodnie i pięknie mówi. Było dynamicznie, muzycznie, śpiewnie, śmiesznie i wzruszająco, a także trochę tajemniczo, bo Ania Halarewicz jest oszczędna w słowach, ale przecież za nią mówią jej obrazy.
Niespodziewany polsko-amerykański gość
fot. Mażena Sezonow
   Ze zdarzeń niespodziewanych - pośród publiczności pojawił się mężczyzna, który przyjechał do Polski po 69 latach mieszkania zagranicą, w USA. Jako 10-latek wyjechał z kraju zniszczonego wojną, a wrócił do miejsca, które go zauroczyło. Podziękował za niesamowite, mądre i inspirujące spotkanie. Pogratulował naszym gościom oraz kuratorowi, że dali mu możliwość przeżycia tak wielu emocji.
   A my serdecznie dziękujemy wszystkim, którzy uczestniczą w "Zmysłach Sztuki" oraz tym, dzięki którym te spotkania się odbywają - Pawłowi Jaskanisowi, Dyrektorowi Muzeum Pałacu Króla Jana III w WilanowieArkadiuszowi Bachanowi z firmy PerAarsleff Polska, Tadeuszowi i Arturowi Sawickiemu z firmy Savel (www.maluje.pl), Monice Kalecie z Oficyny Kuchennej, Jerzemu Sztylerowi z Winiarni Lippóczy Pince, Stanisławowi Kozyrze z firmy Bodoni.
   22 października br. czeka nas kolejne interesujące spotkanie, które mamy nadzieję, także poruszy, pobudzi do dyskusji, do refleksji, dostarczy emocji. 
   Już wkrótce zamieszczę więcej informacji o twórcach, których będziemy gościć.

Barbara A. Maciążek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz